GAJDAW


MOJE KSIĄŻKI

Książka pt. Git. Recipes
Książka pt. Git. Rozproszony system kontroli wersji
Książka pt. PhpStorm Starter
Książka pt. Symfony w przykładach
Książka pt. GIMP. Praktyczne projekty. Wydanie II
Książka pt. PHP, MySQL i MVC. Tworzenie witryn WWW opartych na bazie danych
Książka pt. PHP. Praktyczne projekty

PROGRAMY

Moje wierszyki

Zalew krwi

Wiersz dedykowany wszystkim tatusiom, których można spotkać z dziećmi nad Zalewem.

Kiedy małym chłopcem byłem,
Z ojcem raczej w zgodzie żyłem.
Kiedyś wiec go wybłagałem
I na ryby pojechałem.

Gdy nad wodę przybyliśmy,
Wędki z auta wyjęliśmy.
Tata wysiadł i zakurzył,
Wnet i lico swe rozchmurzył.
Stanął, spojrzał na jezioro.
Spytał chłopa "Czy dziś biorą?"
Gdy już skończył pogawędkę,
Zabrał się za swoją wędkę.

Ja po cichu z boku stałem
I nic się nie odzywałem.

Tata wędki swe rozkłada.
Wędki tata miał nie lada:
Spinning i dwa teleskopy .
Zazdrościły wszystkie chłopy
Z okolicy wędek taty.
Tata kupił je przed laty.

Więc gdy tata sprzęt rozłożył,
Glistę na swój hak założył
I zarzucił fiuuuu daleko
(A łapaliśmy nad rzeką
Tam gdzie most jest na Bystrzycy,
Która przypływa z Krężnicy)

Więc gdy tata już zarzucił,
I z radości piosnkę nucił
Siedzi sobie, czeka brania
No a ja tak od niechcenia
Ćwiach mym kijem po całości
Czemuż więc się tata złości?

Ach przepraszam drogi tato
Nic ja nie poradzę na to
Młody wędkarz, gdy trenuje
Czasem starszemu zepsuje
Splącze wędkę, urwie żyłkę
Potem idzie na bok chyłkiem
Nie on nie wie, nic nie widział
Przecież ojcu by powiedział.

Chwilę z ojcem pogadałem,
Szybko go udobruchałem.
Gdy już ojciec się rozchmurzył
Sporta dla relaksu kurzył,
Pstryczka dał mi na zachętę
I poprawił moją wędkę.

Usiadł znowu na kamieniu
I tak siedząc cicho w cieniu
Patrzy na spławiki swoje.
A ja? Znowu na podboje!

Ćwiach mym kijem po całości!
No i znów się ojciec złości.
Znowu wędki mu splątałem
Choć przy rzucie uważałem.

Ojca chyba krew zalewa,
Nie, nie jeszcze się nie gniewa.
Pomógł mi rozplątać wędkę,
Uciął ze mną pogawędkę
Swoje wędki wnet zarzucił
Mniej wesoło, lecz wciąż nucił.

To ja znowu: ćwiach mym kijem.
Chyba ojciec mnie nie zbije?
Przecież to niechcący było,
Nic w tym złego się nie kryło.

Długo tak tam łapaliśmy
I kijami ćwiachaliśmy.
Dość jak powiem że splątałem
Żyłki szpulki cztery całe.
Wysypałem też haczyki
I urwałem dwa spławiki,

Ojca w końcu krew zalała
I tak nazwę wodzie dała!

Jak popatrzysz na jezioro
Jest tam dzieci całkiem sporo
Co z ojcami ryby łapią
I wędkami w wodzie chlapią.
Ojców czasem denerwują
Gdy im wędki zaplątują.
Z tej przyczyny to jezioro -
Gdyż tam krwi zalewa sporo
Różnych ojców i tatusiów -
Nie ma rady zwać się musi
ZALEW od przelanej krwi
Wielu ojców! Hi Hi Hi!